menu

 

 

BIERAWKA

 

Mała rzeczka, gdzie dzieciństwo kwili,

jeden szuwar goły jak fasola,

wąs kolejki i hałd rudy kilim,

spływający na jesienne pola.

 

Rowerzyści trenują wzdłuż rzeczki

na łodyżce asfaltu. I syczą

czarne koła nad zdziwionym dzieckiem,

nad wąziutką, kamienną ulicą.

 

Mała rzeczka, na niej tłusta oliwa,

że i ryby wędką nie uświadczy.

Igła mostów co krok, która zszywa

brzegi w zieleń, w trawę coraz rzadsze.

 

Z rana biegnie chłopak z gazetami,

wieczór bucha nagły i rzęsisty,

w trzepot kopalń porwany jak w zamieć;

wnet i księżyc opada jak listek

 

z rudziejącej nieba gałęzi;

dobrze nam tu i odejść stąd nie chce

nawet pliszka, urodzona w piędzi

żużlu, niby w ciepłej kolebce.

 

1948