menu

 

 

POCZUCIE GÓRNICZEJ WIELKOŚCI

 

Ojcom górnikom

 

Gdy w świcie zanurzą kominy dumnostrzeliste czoła

a syrena się ptakiem poderwie pod błękit - -

wzbiorą we mnie jak wichura słowa

dymami na niebie zaczęte.

 

Pójdę!

Przyjmiecie mnie jak swego człowieka,

nie trzeba kłaniać się do stóp.

Przed Bogiem tylko niechaj duma klęka

i jego rozkaz niech was tylko zwala z nóg.

 

Idę!

Znam wasze grzbiety i dłonie i stopy,

znam wasze oczy spragnione słońca - -

–– lecz czemu oczom beznadzieją ropić

i czemu ręką przestrzenie odtrącać? …

Idę i niosą wam moc,

wiatry zdobywcze mam w piersiach

dumę górniczą wpiąłem w butonierkę,

ja – syn górniczy,

ja – syn ziemi!

 

–– Trzeba wam pędu, szumiących sztandarów,

trzeba wam słów, co umieją burzyć.

Trzeba wam dumę zmiętą, pozwijaną

na wolnym wietrze rozwinąć!

Trzeba kilofów, co umieją kruszyć,

Niszczyć i rąbać stare szlaki!

 

Płyną, płyną

myśli pęczniejące,

do Krakowa płyną, do Warszawy ––

Wstaje krwawo, jak zwycięstwo, słońce

tu, na Śląsku,

skwita w nadchodzącą sławę ––––

Wiedzcie:

że spośród wszystkich do Wielkości dróg

w nas, o ojcowie, wzejdzie szlak,

zwycięski szlak narodu,

że znów zaszumi w niebo dumą sława śląskiego grodu!...

 

Tak,

tak!...

Tak nam dopomóż  Bóg!...

 

1937